24 września 2018

&107 Co się u mnie zmieniło, dlaczego tak długo nic nie wstawiałam i kilka słów wyjaśnienia.!

Cześć kochani.

   Tak. Przypomniało mi się, że mam bloga i moją małą rodzinę książkoholików. Dlatego wracam z wyjaśnieniami. Nie było mnie ponad miesiąc, a to dlatego, że końcówka sierpnia jak i wrzesień były mega burzliwymi miesiącami w moim życiu. Wiem, że są tu osoby, które czytają mnie regularnie (i chyba mnie lubią hehe ;)) i to dla nich jest ten post. To może od początku.

   W sierpniu, dokładnie 9 sierpnia dowiedziałam się, że jestem... w ciąży. Tak, radość, plany z partnerem co i jak teraz będzie. Wszystko pięknie ładnie, aż nie mogłam się doczekać kolejnej wizyty u ginekologa, aby zobaczyć moje maleństwo. Niestety. Maleństwa nie było widać... Widać było tylko wielką, czarną plamę i nic po za tym. Lekarz uspokajał mnie, że tak czasami bywa i pojechaliśmy z partnerem do domu. Wizytę miałam w poniedziałek, a w czwartek rano dokładnie o 6 zaczęłam krwawić... Jak nigdy się nie bałam krwi tak teraz ten widok po prostu mnie paraliżuje. Szpital, lekarze, zabieg łyżeczkowania... Nie będę Wam opisywać ze szczegółami, bo pomimo, że minął już miesiąc ten temat naprawdę mnie boli. Nadal zadaję sobie pytanie: co by było, gdybym wtedy zamiast posłuchać lekarza poszła się przebadać do szpitala. Ale nie ma co gdybać. Ból pozostanie, nic się nie dało zrobić i trzeba iść dalej. Nadal nie wiem, dlaczego mój organizm odrzucił ciążę. Czekam na wyniki badań histopatologicznych, aby mieć jasność czy to była moja wina, czy coś źle zrobiłam, czy po prostu jeszcze inny powód tego był. Pocieszam się tą myślą, że może z drugiej strony to dobrze. Zawsze marzyłam, aby moje dziecko miało wszystko co najlepsze, ale do tego jest potrzebna stała praca, której wtedy nie miałam i odpowiednie przygotowania obojga partnerów. I błagam oszczędźcie sobie komentarzy, że gówniara zamiast się zabezpieczać to w ciąże zachodzi. Mam 22 lata, wiem jakim wielkim obowiązkiem i odpowiedzialnością jest dziecko i nikt mnie na ten temat nie musi pouczać. Już się nasłuchałam od znajomych i rodziny.

   Druga rzecz, która się wydarzyła to w końcu dostałam pracę, z której jestem mega zadowolona. Jako sprzedawca internetowy. Praca od poniedziałku do piątku, od 7:30 do 15:30, lekka i przyjemna. Pracuje już prawie miesiąc i pierwszy raz tak chętnie mi się wstaje do pracy hehe. Ogólnie pracuje z samymi mężczyznami i to mi się podoba. Faceci na magazynie, ja w biurze, dogadujemy się, zawsze mi pomogą jak czegoś potrzebuje. Normalnie cud, miód i orzeszki. Ale nie chwalmy dnia przed zachodem słońca. ;)

   Aktualnie szukamy też z partnerem mieszkania w mojej miejscowości, ponieważ on jest z obrzeży, a że zaczyna zaraz studia to dojazdy go wykończą. A że oboje teraz pracujemy, to można się za jakimś małym mieszkankiem rozejrzeć. Ciasne, ale żeby było. ;)

   Chyba tyle chciałam Wam powiedzieć. Mam plan już na posty najbliższe, dużo recenzji będzie, ponieważ pomimo złego nastroju i samopoczucia pocieszałam się czytaniem, więc szykujcie się. ;)

   A co u Was? Coś się pozmieniało tak jak u mnie? ;)

Buziaki. ;**

P.

19 sierpnia 2018

&106 James Patterson "Pamiętnik pisany miłością" - RECENZJA.!

Hejka. ;)

   I zaczął się ostatni miesiąc wakacji dla niektórych. Jak się z tym czujecie i z powrotem do szkoły lub do pracy po urlopie? Ja w końcu mam wolne w wakacje i odpoczywam. Oraz oczywiście nadrabiam zaległości czytelnicze. ;) Zapraszam Was na recenzję książki, którą już kiedyś czytałam, ale chciałam sobie ją odnowić i napisać dla Was tekst.

Autor: James Patterson

Tłumaczenie: Bożena Krzyżanowska

Tytuł: Pamiętnik pisany miłością

Oryginalny tytuł: Suzanne's Diary for Nicholas

Wydawnictwo: Libros

Ilość stron: 208

Gatunek: Literatura piękna

Opis książki: Niełatwo jest kobiecie spotkać idealnego mężczyznę. Kate Wilkinson się udało, ale cóż z tego skoro pewnego dnia ukochany Matt odchodzi bez wyjaśnienia, zostawiając jej tylko pamiętnik... Okazuje się, że ten dziennik pisała młoda matka, Suzanne Bedford, z myślą o swoim maleńkim synku. Kobieta we wzruszający sposób opowiada o własnym życiu, o początkach znajomości z ojcem dziecka i radościach związanych z macierzyństwem. Podczas czytania tych chwytających za serce wyznań Katie nagle uświadamia sobie, że utracony przez nią ukochany to mąż i ojciec z pamiętnika. Podczas dalszej lektury, przerażona i pełna nadziei, próbuje zrozumieć, co właściwie zaszło. Zastanawia się również, czy jej miłość ma szanse na przetrwanie...

Moja recenzja!
   W książce poznajemy dwie kobiety. Kate Wilkinson i Suzanne Bedford. Różnią się od siebie wszystkim, ale łączy je jeden mężczyzna. Matt. Katie poznaje Matta w pracy i zakochuje się bez opamiętania. Zresztą ze wzajemnością. Ale pewnego dnia Matt po prostu znika i zostawia po sobie tylko pamiętnik niejakiej Suzanne do Nicolasa. Katie bardzo się boi co jest zawarte w dzienniku, ale decyduje się go przeczytać. Nawet nie wie jak bardzo ta lektura zmieni jej życie i zdanie o mężczyźnie, w którym się zakochała.

   Kiedyś już czytałam tą książkę, ale nie podzieliłam się opinią o niej z Wami. Nie wiem sama dlaczego. Ostatnio znów wpadła mi w ręce, więc zdecydowałam się tym razem nadrobić recenzję ;)
Katie jest młodą, pracującą kobietą i do tego szczęśliwie zakochana. Niestety do czasu. jej ukochany Matt znika i nie informuje jej dlaczego i dokąd. Za to zostawia jej wskazówkę w formie dziennika Suzanne. Okazuje się, że jest to dziennik jego żony do ich synka. Katie jest wstrząśnięta i nie raz musi odpocząć od lektury i wiele rzeczy sobie przemyśleć. Przede wszystkim kim tak naprawdę jest człowiek, w którym się zakochała.

   Czytając tą książkę zastanawiałam się jakbym poczuła się na miejscu Katie. Zostawiona przez ukochanego przy dzienniku jego żony do jego syna. Nie wiem czy dałabym radę tak jak ona przeczytać go do końca. W końcu jest żony mężczyzny, którego kochała i myślała, że jest tą jedną jedyną. Książka naprawdę otwiera oczy chyba każdej kobiecie i matce. I naprawdę warto o nią sięgnąć, ponieważ jest to lekko ponad 200 stron tyko plus forma dziennika również ułatwia czytanie.

Czytałyście? Macie zamiar? Czy nie lubicie narracji w formie dziennika? Czekam na komentarze. ;)
 


Data przeczytania: 26 lipca 2018 rok



Ocena książki: 8/10

Buziaki. ;**

P.

28 lipca 2018

&105 Federico Moccia "Trzy razy ty" - RECENZJA.!

Hejka hej. ;)

   Aż jestem w szoku i dumna z siebie. Staram się pisać regularnie i w miarę mi to wychodzi. Super się cieszę, bo uwielbiam tu być dla siebie jak i dla Was, które mnie czytają. ;) Dziś przychodzę do Was z recenzją książki typowej na lato. Czy wzniosła mnie trzy metry nad niebem, jak ja czytałam? Zapraszam do recenzji. ;)

Autor: Federico Moccia

Tłumaczenie: Karolina Stańczyk

Tytuł: Trzy razy ty (Tom 3)

Oryginalny tytuł: Tre volte te

Seria: Trzy metry nad niebem

Wydawnictwo: MUZA SA

Ilość stron: 800

Gatunek: Literatura obyczajowa, Romans, Literatura włoska

Opis książki: Kontynuacja bestsellerowej powieści "Trzy metry nad niebem".

W "Trzech metrach nad niebem" Babi złamała mu serce. W "Tylko ciebie chcę" Gin nauczyła go kochać na nowo. W "Trzy razy ty" Step staje na rozstaju dróg...

Jak skończy się historia Babi, Stepa i Gin?

Co stało się z tym skłóconym z całym światem chłopakiem, z zabijaką, który spędzał popołudnia na placu z przyjaciółmi, a wieczory na jeździe motorem? Czasami Stepowi wydaje się, że tamto życie należy do kogoś innego. Dziś jest kimś zupełnie innym, człowiekiem sukcesu, telewizyjnym producentem i wkrótce będzie się żenić. Jego wybranką jest Gin, kobieta łagodna, piękna, czuła, idealna. Wybaczyła mu zdradę sprzed sześciu lat. Zdradę z Babi, jego pierwszą niezapomnianą miłością. Od tamtej pory Babi i Step się nie widzieli, ale oto ona ponownie wkracza w jego życie z siłą tornada, wyjawiając mu skrywany przez lata sekret. Step jest zmuszony przeanalizować swoje wybory, upewnić się, co do słuszności podjętych decyzji oraz postawić sobie niewygodne pytania. Czy naprawdę jest szczęśliwy z Gin? Czy Babi jest jedynie wspomnieniem czy też ogniem, którego nikt ani nic nigdy nie będzie w stanie ugasić?
Moja recenzja!

   Każdy chyba zna tą historię. Babi i Step zakochują się w sobie, przeżywają rozterki, kłótnie, ale i wiele pięknych chwil. Ich drogi się rozchodzą i schodzą. Są wolnymi nastolatkami, którzy o nic nie muszą się martwić i mogą żyć chwilą. Nie mają zbyt wiele obowiązków ani wymagań od świata. Chcą tylko być razem i szczęśliwi. A jak jest teraz? Po tylu latach? Czy Step dalej uwielbia rozwiązywać problemy pięściami, a Babi jest niewinną dziewczyną, która potrzebuje męskiego ramienia do wypłakania się po kolejnej kłótni z matką lub siostrą? Wszystkiego dowiadujemy się w tej trzeciej i ostatniej części.

   Babi jest piękną, dojrzałą kobietą. Już nie boi się życia i tego co na nią czeka w nim. Jest żoną , ale też matką. Sprawdza się w tych obu rolach. Ale nie jest szczęśliwa. Nadal czeka na swojego mężczyznę. Tego, który zabrał ją dawno temu aż trzy metry nad niebem.

   Step jest bogatym biznesmenem we włoskiej telewizji. Prowadzi swoją własną firmę, która się rozwija w dobrym kierunku. Nie jest już tym chłopakiem, który wpadał w furię, gdy coś mu nie wychodziło. Jest dojrzałym, odpowiedzialnym i ułożonym mężczyzną. Ma piękną narzeczoną i piękne życie. Ale nie jest szczęśliwy.

   Powiem Wam szczerze, że dwie pierwsze części czytałam tak dawno, że nawet nie wiedziałam o tym, że w planach jest trzecia. I że w ogóle wychodzi. Ale książka trafiła w moje ręce, więc przeczytać przeczytałam. Czy podobała mi się jak dwie pierwsze części? Zapraszam dalej. ;)

   Książka po pierwsze przeraziła mnie rozmiarem. Przecież 800 stron aż? Ja to będę czytać przez rok. Lubię grubaski, ale nie zawsze mam na nie ochotę. A o dziwo bardzo lekko się ją czyta plus duża czcionka ułatwia to jeszcze bardziej. Ale skupmy się na treści. Pierwszy i drugi tom dawno czytałam, ale ta historia jakoś zapadła mi w pamięć, sama nie wiem dlaczego. Może przez styl pisania autora i opisanej przez niego historii miłosnej. A może po prostu spodobali mi się bohaterzy. Ale reasumując. W trzeciej i ostatniej części poznajemy Babi i Stepa zupełnie z innej perspektywy. Są dorośli, mają swoje domy, pracę, rodziny. Twardo stąpają po ziemi, ale nadal mają w sobie tą energię i szaleństwo z młodzieńczych lat. Step spotyka Babi na jednym z przyjęć. Nadal mu bije szybciej serce na widok kobiety, którą kochał i która przez 6 lat, gdy się nie widzieli zrobiła się jeszcze bardziej kobieca i kusząca, jak zakazany owoc. Babi tak samo reaguje na mężczyznę. Nadal widzi w nim faceta, który był jej pierwszym prawdziwym chłopakiem i tak naprawdę pierwszą prawdziwą miłością w życiu. Step również dowiaduj się od niej o rzeczy, które wywraca jego ułożone życie u boku Gin do góry nogami. Znów był zagubionym młokosem, który nie wie co zrobić z tą szaloną kobietą.

   Szczerze? Książka jest naprawdę dobra. Odpowiedziała mi na wiele pytań, które zadawałam sobie przy drugim tomie. Ale jest też strasznie dłużąca się. Ponieważ mamy tu  też historię wielu innych bohaterów jak i z firmy Stepa i jego życia i tak samo u Babi. Czasami po prostu gubiłam się w nazwiskach, historiach, którymi jest podzielona książka i w ogóle. Może dlatego książka jest aż tak długa. Autor chyba chciał odpowiedzieć czytelnią chyba wszystkie zagadki w tym jednym tomie, a ja pierwszy raz nie obraziłabym się, gdyby ostatni tom został podzielony na dwa. Może wtedy by się lżej i szybciej to czytało. Ale, że uwielbiam tą historię to i tak przebrnęłam. Niestety zakończenie jest bardzo przewidywalne i czytałam, że wiele dziewczyn tak jak ja je odgadło. Ale cóż. Romansidła mają to do siebie. :)

   Wiem, że recenzja jest bardzo chaotyczna i nie składna, ale upały robią swoje. Nie mogę się skupić i chcę zimę. Teraz natychmiast poproszę śnieg, mróz i -30 stopni. ;D

Macie już za sobą lekturę? Czytałyście najbardziej znaną włoską historię miłosną? Ja pomimo wszystko i tak polecam dla fanów Babi i Stepa. ;)

Data przeczytania: 20 lipca 2018 rok

Ocena: 7/10

A PRZECZYTANIE KSIĄŻKI SERDECZNIE DZIĘKUJĘ WYDAWNICTWU MUZA SA. TO NIE MIAŁO WPŁYWU NA MOJĄ RECENZJĘ!


Buziaki. ;**

P.

24 lipca 2018

&104 Vi Keeland "Bossman" - RECENZJA.!

Hejka. ;)

   Jak mówiłam tak robię. Zasypuje Was recenzjami hehe. Teraz już zapraszam Was na książki, które czytałam w lipcu. Tym razem coś luźnego, na jeden wieczór. Zapraszam. ;)

 Autor: Vi Keeland

Tłumaczenie: Sylwia Chojnacka

Tytuł: Bossman

Oryginalny tytuł: Bossman

Wydawnictwo: Wydawnictwo Kobiece

Ilość stron: 326

Gatunek: Literatura Obyczajowa, Romans

Opis książki: Niesamowita historia z gorącym szefem w roli głównej!

Reese nie wywarła dobrego wrażenia na świeżo poznanym facecie, który udzielił jej reprymendy na korytarzu jednej z nowojorskich restauracji. Ona relacjonowała nieudaną randkę przyjaciółce, a on zwrócił jej uwagę, że to niestosowne i zaoferował jej kilka randkowych porad.

Wściekła Reese wróciła do stolika, ale nie mogła oderwać wzroku od seksownego nieznajomego, który, wszystko na to wskazywało, także był na randce. Arogancki przystojniak najwyraźniej postanowił zabawić się kosztem Reese, ponieważ przysiadł się do stolika dziewczyny i odegrał przed nią i jej partnerem rolę przyjaciela z dzieciństwa.

Kiedy wieczór się skończył, Reese myślała, że już nigdy więcej nie zobaczy tego pewnego siebie faceta. Nie spodziewała się, że mężczyzna, który zwrócił jej uwagę, to Chase Parker,

jeden z najbogatszych ludzi w Nowym Jorku i… jej nowy szef.

Zakazany związek z seksownym szefem jeszcze nigdy nie był tak gorący!
Moja recenzja!

   Tak jak pisałam wcześniej, pokochałam kryminały (jeszcze dojdzie do tego, że pokocham fantastykę, a wtedy to już chyba tylko Koniec Świata mnie zaskoczy ;D), ale miłości do erotyków nic nie przebije. Wiele osób mówi, że są szablonowe, zawsze to samo. Ale jednak bohaterowie zawsze są inni, mają inne charaktery i coś urzekającego w sobie. I nikt nie zmieni mojego zdania. Ale przejdźmy do książki.

   Reese jest młodą, piękna kobietą, którą poznajemy, gdy jest na randce w nowojorskiej restauracji. Na nieudanej randce, ponieważ facet, z którym przyszła gada tylko o swojej matce. Koszmar. Dziewczyna długo nie myśląc dzwoni do przyjaciółki i prosi ja o pomoc, niestety ta jak na złość nie odbiera. Reese jest wściekła, ale nie spodziewa się, że ktoś podsłuchiwał jej rozmowę. Nieznajomy mówi jej, że takie coś co właśnie usiłowała zrobić jest niekulturalne i powinna mieć na tyle odwagi, aby powiedzieć swojemu partnerowi prawdę. Wkurzona bohaterka wraca do stolika i dalej słucha "fascynujących" historii o matce partnera, ale tak naprawdę myślami jest przy kimś innym. Przy aroganckim dupku siedzącym przy stoliku za nią z platynową blondynką u boku, z którą najprawdopodobniej też jest na randce. Ma nadzieję, że już go więcej nie spotka. Niestety... Nadzieja matką głupich jak to mówią.

   Reese jest młodą, szaloną nowojorską dziewczyną szukającą pracy. Ma aktualną, ale wie, że musi iść dalej. Że w tej już nic na nią nie czeka. Składa parę aplikacji i czeka. Niespodziewanie znów spotyka aroganta z restauracji, który o dziwo pomaga jej w znalezieniu nowej pracy. Ale dziewczyna nie spodziewa się, że Arogancki Dupek to jej nowy szef! Reese mi się spodobała. Jest zabawna, pyskata i do tego seksowna. Czy nie takie kobiety zawsze przejmują świat? ;) A do tego jest troskliwa, czuła, ale samotna. Nie może znaleźć partnera, który byłby idealny, aby stanąć u jej boku. Niestety. Ale nie traci pogody ducha i idzie cały czas przed siebie.

   Chase Parker to typowy biznesmen. Arogancki, wywyższający się, łowca kobiet. Gdy poznaje Reese od razu mu się podoba. Pomaga jej pozbyć się namolnego partnera  randki opowiadając zmyślone historie z ich "wspólnego" dzieciństwa i tym samym łapie z nią nić porozumienia. Pomaga jej również znaleźć pracę, ale nie sądzi, że dziewczyna dostanie ją w jego firmie. Nie łączy życia prywatnego z zawodowym, a wie że przy niej się nie powstrzyma. Czy da radę trzymać się od niej z daleka? Czy złamie dla niej wszystkie swoje zasady?

   Książka idealna na jeden wieczór, aby się odstresować. Naprawdę polecam. ;)

Data przeczytania: 5 lipca 2018 rok



Ocena: 8/10


Buziaki. ;**

P.

23 lipca 2018

&103 Jennifer L. Armentrout "Aż do śmierci" - RECENZJA.!

Hej.! ;)

   Jak Wam mija koniec pierwszego miesiąca? Mi zaczytanie. Czuje chęć do czytania w końcu i bardzo mnie to cieszy, więc szykujcie się na kilka recenzji póki ten słoneczny miesiąc się skończy. A dziś zapraszam Was na pierwszą z nich!

Autor: Jennifer L. Armentrout

Tłumaczenie: Katarzyna Agnieszka Dyrek

Tytuł: Aż do śmierci

Oryginalny tytuł: Till Death

Ilość stron: 400

Wydawnictwo: Filia

Gatunek: Thriller, Sensacja, Kryminał

Opis książki: Minęła dekada, odkąd Sasha Keeton wyjechała z rodzinnej miejscowości w Wirginii Zachodniej.

Dziesięć lat odkąd uciekła seryjnemu mordercy znanemu jako Pan Młody.

Teraz wraca, by pomóc matce w prowadzeniu rodzinnego pensjonatu i zderza się z przeszłością. Sashy znów ktoś grozi. Agent FBI Cole Landis przyrzeka o nią dbać, choć dziesięć lat temu nie zdołał zapobiec najgorszemu.

Kiedy kolejne kobiety znikają bez śladu, a w miasteczku pojawiają się niepokojące znaki, dziewczyna ocalała po ataku Pana Młodego znów zaczyna się bać. Cole nie wybaczył sobie, że nie pomógł Sashy, gdy została uprowadzona i teraz zamierza jej to wynagrodzić… Zadurzony w pięknej dziewczynie agent pragnie jej coraz mocniej.

Jednak ktoś ich obserwuje. I czeka.

Pierwszy błąd Sashy może okazać się jej ostatnim.
Moja recenzja!

   Nie wiem dlaczego, ale w ostatnim czasie mam ochotę tylko na kryminały. Żadne romansidła (chociaż te czytam dla rozluźnienia teraz), tylko makabryczne opisy miejsc zbrodni, traumy bohaterów i wszystkiego co im się przydarzyło w przyszłości jak i teraźniejszości. To, ze przez te książki czasami nie mogę spać w nocy to inna sprawa hehe. Ale jak kiedyś nawet palcem bym nie tknęła kryminału tak teraz coraz chętniej po nie sięgam.

   Sasha to młoda, piękna kobieta po traumatycznych przeżyciach. Dziesięć lat temu została porwana przez seryjnego morderce zwanego Panem Młodym. W ostatnim momencie zdołała uciec. Po tym wydarzeniu wyjechała ze swojej rodzinnej Wirginii Zachodniej i zaczęła nowe życie. Do czasu. Teraz wraca, aby pomóc swojej matce prowadzić rodzinny pensjonat i żeby walczyć z demonami przeszłości. Na miejscu spotyka również swoją dawną miłość z przed lat Cola Landisa. Teraz to przystojny mężczyzna, a do tego agent FBI. Uczucia między tym dwojgiem są sprzeczne i nie wiadomo czy silne jak za młodzieńczych lat. Niestety. Powrót nie jest łatwy dla Sashy, bo w tym samym czasie w mieście giną młode kobiety. Schemat i plan działania seryjnego zabójcy przypomina jej sprawę i na nowo napawa lękiem. Ale tym razem ma pewność, że za wszelką cenę się nie podda i przezwycięży swoje najgorsze lęki.

   Na początek powiem Wam, że jak sięgnęłam po tą książkę nic o niej nie widziałam. Zaciekawiła mnie okładka (uwielbiam kolor czerwony i róże) a do tego nie rozpoczynała kolejnej serii, więc czemu nie. I wiecie co? Strasznie mi przypomina książkę "Skradzione laleczki" o której pisałam TUTAJ. Nie jest oczywiście identyczna. Styl pisania autorki się różni, fabuła tak samo. Ale znów mamy historię kobiety, która przeżyła traumatyczne porwanie przez szaleńca i która stara się z tym walczyć. Czy podobała mi się? Zapraszam do czytania dalej. ;)

   Sasha wraca do domu z poczuciem, że musi w końcu po dekadzie przezwyciężyć swoje lęki i wrócić do domu, do mamy i do pensjonatu, w którym rodzicielka ze względu na wiek potrzebuje większej pomocy niż kiedyś. Główna bohaterka naprawdę mi się podobała, ale i czasami drażniła. Była silna, ale też czasami głupiutka. Głupi przykład. Jeśli wiesz, że jesteś sama w domu i słyszysz hałas na strychu to idziesz tam czy spieprzasz? Ja wybieram tą drugą opcję. Kobieta zbyt często pakowała się w kłopoty poprzez brak jakby instynktu samozachowawczego. Rozumiem. Nie chciała nikogo kłopotać, gdy coś ją trapiło, aby to sprawdzić, ale halo. Była po porwaniu, prawie zginęła, a i tak nie miała tego odruchu, żeby w pewnym momencie odpuścić i po prosić o pomoc. Ale to tylko taki mankament, który mnie w niej drażnił. Po za tym była troskliwą, kobiecą i kochającą bohaterką.

   Co do męskiego bohatera, czyli naszego przystojniaka z FBI, Cola Landisa nie mam się do czego przyczepić. Jest byłym chłopakiem Sashy z przed porwania i był ostatnią osobą, która widziała ją po raz ostatni. Teraz jest dojrzałym mężczyzną, który obiecuje sobie, że nigdy już nie da skrzywdzić swojej dawnej miłości i ochroni jej, czego niestety nie zrobił dziesięć lat temu.Czy mu się uda? Czy tym razem będzie obok kobiety kiedy ta będzie go najbardziej potrzebować?

   Książka ogólnie bardzo mi się podobała, po za tym co mi przeszkadzało w Sashy. Plus nie podobało mi się szczegółowe opisywanie autorki co robią bohaterowie. Bo opisywanie, że wstała, poszła, zrobiła to i tamto ze szczegółami i jeszcze opisywanie dokładnie np. wyjętych rzeczy z szafy jest dla mnie bezsensowne i nie potrzebne. Coś czuje, że gdyby nie te opisy to ta książka miałaby zamiast 400 stron jakieś 200-250. Ale cóż. Dałam radę i to najważniejsze.

  Tą książkę oczywiście zaliczam jeszcze do czerwca, bo wtedy ją przeczytałam, ale spokojnie. W lipcu też poczytałam. ;)

Czytałyście? Wasz klimaty czy nie bardzo?

Data przeczytania: 23 czerwca 2018 rok

Ocena: 8/10

Buziaki. :**

P.

30 czerwca 2018

&102 Podsumowanie Miesiąca - Czerwiec 2018 Rok.!

Hejko. ;)

   I znów koniec miesiąca, więc czas na podsumowanie miesiąca. I to chyba będzie moje najgorsze podsumowanie miesiąca w życiu. Przeczytałam tylko 3 książki... Tak, możecie zacząć krzyczeć. Ale dużo się działo. Teraz jestem u chłopaka na wsi i niestety to nie jest jak w mieście u  mnie. Jest więcej roboty w domu, wokół domu i w ogóle. Zamieniam się powoli w wiejską dziołchę. :D Ale cieszę się, że w ogóle przeczytałam coś w tym miesiącu. Więc zapraszam na podsumowanie. ;)

 Renee Carlino "Zanim zostaliśmy nieznajomymi"

 Ocena: 9/10

 RECENZJA.!
 Jennifer L. Armentrout "Aż do śmierci"

 Ocena: ?

 RECENZJA NIEBAWEM.!
 Ker Dukey, K. Webster "Skradzione laleczki"

 Ocena: 10/10

 RECENZJA.!






   Nie ma szału, ale cieszę się, że trafiałam na same dobre książki w tym miesiącu, ponieważ "Aż do śmierci" również będzie miało pozytywną recenzję. Więc wyczekujcie. Więc dokładniejsze statystyki wyglądają tak:

Ilość przeczytanych książek: 3
Ilość przeczytanych stron: 1 078
Ilość postów na blogu w tym miesiącu: 4
Ilość obserwatorów do tej pory: 34
Ilość wyświetleń bloga do tej pory: 10 469

   I tak wygląda moje podsumowanie. Nie wiem jeszcze co będę czytać w lipcu, ale na pewno postaram się o wiele więcej niż w tym miesiącu. Dziękuję kochane za każdą obserwacje, wejście na mojego bloga i najbardziej za każdy komentarz zostawiony pod jakimś postem. Uwielbiam je czytać i odpowiadać. Jeszcze raz dziękuję i widzimy się w kolejnym poście. ;)

Pozdrawiam cieplutko. ;**

P.

&101 Renee Carlino "Zanim zostaliśmy nieznajomymi" - RECENZJA.!

Hejka hejka. ;)

   Jak tam Wam mijają ostatnie dni czerwca? Mi na lenistwie u faceta na wsi. ;) Takie wakacje dla ciała i duszy. On niestety biedny musi chodzić do pracy, no ale jak to mówią... Ktoś musi pracować, aby ktoś mógł odpoczywać. ;) Dziś zapraszam Was na recenzję lekkiej obyczajówki, z romansem w tle. ;)

Autor: Renee Carlino

Tłumaczenie: Martyna Tomczak

Tytuł: Zanim zostaliśmy nieznajomymi

Oryginalny tytuł: Before We Were Strangers

Ilość stron: 328

Wydawnictwo: Otwarte

Gatunek: Literatura obyczajowa, Romans

Opis książki: Kiedyś byliśmy ty i ja
Kochankowie
Przyjaciele
Zanim wszystko się zmieniło
Zanim zostaliśmy nieznajomymi
Myślisz wciąż o mnie?

Wiolonczelistka Grace i fotograf Matt spędzają razem niezwykły czas w Nowym Jorku. Miasto, które nigdy nie śpi, jest świadkiem ich młodzieńczego romansu. Żarliwe uczucie obojgu daje nadzieję na wspólną przyszłość, jednak niespodziewane rozstanie i brak kontaktu łamią kochankom serca.
Piętnaście lat później Matt i Grace spotykają się przypadkiem. Wystarczy jedno spojrzenie, a dawne uczucie wraca. Czy życiowe doświadczenia pozwolą im odnaleźć odpowiedzi na pytania, nad którymi zastanawiają się od rozstania?

Renée Carlino napisała historię miłosną dla zakochanych, dla tych, którzy utracili ukochanych, oraz dla tych, którzy żyją nadzieją na znalezienie miłości na całe życie

Moja recenzja!

Czy mieliście kiedykolwiek tak, że podjęliście decyzję, która zauważyła nad całym Waszym przyszłym życiem? I której bardzo żałowaliście? Grace i Matt takie podjęli. I one miały swoje konsekwencje w przyszłości.
Grace jest utalentowana wiolonczelistką i marzy o karierze światowej. Matt za to jest fotografem, który potrafi z każdej rzeczy czy osoby wyciągnąć prawdziwe piękno za pomocą obiektywu aparatu. Poznają się, gdy chłopak wprowadza się do wspólnego internatu, a do tego do pokoju tuż obok dziewczyny. Od pierwszego spotkania czują, że to będzie coś wyjątkowego. I tak zaczyna się ich przygoda na studiach i w wielkim Nowym Jorku.

Sięgnęłam po tą książkę z dwóch powodów. Zaciekawi mnie tytuł plus musiałam troszkę odpocząć od cięższych tematów poruszanych w książkach. A taka obyczajówka w romansem w tle była w sam raz. Po za tym jej małe gabaryty też zachęcają, bo to książka w sam raz na jeden relaksujący wieczór. W książce poznajemy Grace, dziewczynę z wielkimi marzeniami i tak samo wielkim talentem wiolonczelowym. Jest szalona, zawsze uśmiechnięta i potrafiąca postawić zawsze na swoim. Matt jest trochę inny. Spokojny, odpowiedzialny i rozważny. Ma głowę na karku, ale to nie przeszkadza mu w spełnianiu swojej największej pasji, czyli fotografowaniu wszystkiego i wszystkich. Marzy mu się praca w National Geographic, a to jest bardzo duże wyzwanie dla tak młodego chłopaka jak on. On i Grace dogadują się świetnie i w końcu zostają najlepszymi przyjaciółmi szalejącymi jak normalni nastolatkowie. Niestety przydarzają im się sytuacje, które zaburzą ich przyjaźń i całe ich osobne życia.


   Książka jest naprawdę miła i urocza, jeśli można to tak ująć. Szybko się ją czyta, nie sprawia większego problemu, a bohaterowie dobrze wykreowani. Grace jest typową buntowniczką, która może nie ma zbyt dużo pieniędzy, ale zawsze wie jak je zdobyć. I to w legalny sposób. ;) Za to Matt jest ostoją spokoju, zawsze wyluzowany. Ta książka potwierdza, że przeciwieństwa zdecydowanie się przyciągają. Gdy czytałam stronę po stronie zastanawiałam się jakie ja decyzje w życiu podejmuje i jaki wpływ będą one miały na moją przyszłość. Gdzie widzę siebie np. za 15 lat? Szczerze powiem Wam, że nie mam zielonego pojęcia. Za 15 lat będę miała 37 na karku. Czy będę miała męża? Dzieci? Własny dom? Mieszkanie? Nie wiem. Ja staram się żyć z dnia na dzień, bo nigdy nie wiadomo co może być jutro. Więc po co planować, skoro wszystko może w jednej chwili szlak trafić? Szanuje oczywiście jak ktoś planuje przyszłość, bo ja pewnie też to kiedyś będę robić, ale póki co... Jestem młoda i się tym nie przejmuję. ;)

A Wy już czytałyście? Podobała Wam się? Czy macie dopiero w planach?

Data przeczytania: 29 czerwca 2018 rok
Ocena: 9/10

P.